Montag, 9. Januar 2012

it's a bitter taste

ich liebe alle diese kleinen und großen lokalen geschichten. vielleicht, weil mir hier im ausland meine eigene "wurzel" fehlen? ich lese ständig nach, forsche und erkunde. ich brauche es, um mich mit diesem ort, in dem ich lebe, identifizieren zu können.
am samstag durften wir wieder die solinger band BITTER TASTE live erleben!
rock vom feinsten mit geige und bläser!!!


uwielbiam wszystkie male i duze lokalne historyjki. pewnie dlatego, ze czegos mi tu brak za granica, korzeni? czytam, badam i studiuje. potrzebuje tego, by moc sie identyfikowac z miejscem, w ktorym zyje.
w sobote bylismy na koncercie BITTER TASTE, zespolu pochodzacego z solingen.
boze, cudnie, skrzypce, trabki i muzyka rokowa!



ein herrlicher abend mit viel guter musik! gelacht, getantzt, rumgealbert und dann noch gut nach mitternacht kaffe in dem traumhaften KAFFEHAUS getrunken...(seitdem ich ein kind habe, weiß ich solche abende besonders gut zu schätzen :) )


swietna muzyka, tanczylismy, smialismy sie i wyglupialismy bez konca, a potem jeszcze po polnocy wyskoczylismy na kawke do KAFFEHAUS (odkad mam synka takie wieczory nabraly dla mnie szczegolnego znaczenia :) )


besonders bitter wurde aber für manche fans, kurz bevor die das haus verlassen haben: 

niestety niektorzy wielbiciele muzyki rockowej musieli tuz przed koncertem przelknac szczegolnie gorzka tabletke:


zu eng zu eng zu eng zu eng zu eng zu eng
zu eng zu eng zu eng zu eng zu eng zu eng
zu eng zu eng zu eng zu eng zu eng zu eng

za ciasne za ciasne za ciasne za ciasne
za ciasne za ciasne za ciasne za ciasne
za ciasne za ciasne za ciasne za ciasne

:)

Keine Kommentare:

Kommentar veröffentlichen